piątek, 21 września 2007

Kopnąć czy nie kopnąć?...

Jeszcze słowo o kopaniu,a właściwie o niekopaniu osła.
Dziś miałem ciekawe zdarzenie.Miałem okazję w praktyce wypróbować działanie zasady:"Gdy stoisz koło osła a on cię kopnie to gdy mu oddasz w jakim świetle się postawisz".
Pewien człek wsiadł na mnie tylko dlatego,że chwilę wcześniej on dostał po głowie od kogoś innego.Przypuszczalnie musiał podnieść w swoich oczach wartość własnej osoby próbując poniżyć kogoś innego (czyli mnie).Wydaje mi się,ze mogło to być spowodowane chęcią odwrócenia uwagi od własnej osoby,która to była postawiona w nie najlepszym świetle w danej chwili.Mniejsza o to.To są jego problemy emocjonalne a nie moje.Nie o tym chciałem mówić.
Sytuacja była na tyle ciekawa,że zarówno on jak i ja jesteśmy cholerykami (on stuprocentowym a ze mnie choleryk wyłazi w sytuacjach kryzysowych oraz konfrontacyjnych).Moją pierwszą myślą po publicznym ataku na mnie była chęć werbalnej riposty.Miałem zresztą kilkanaście minut na jej przygotowanie więc nie byłoby problemu ze zgrabnym ubraniem w słowa myśli będących akurat w mojej głowie.Taka reakcja byłaby całkowicie zrozumiała.Wtedy jednak przypomniałem sobie,że kilka dni temu napisałem coś o kopaniu osła czyli o tym,że reakcja emocjonalna na niemiłą sytuację tak naprawdę nie daje żadnych długofalowych korzyści....Proszę sobie wyobrazić kogoś kto jest cholerykiem (w pewnym stopniu) walczącego z samym sobą o to,czy zareagować emocjonalnie czy logicznie.Zareagowałem logicznie: ignorując całe zdarzenie.Na początku czułem się fatalnie,pewnie ulżyłoby mi gdybym powiedział co mi leżało na wątrobie ale zapanowanie nad emocjami dało mi poczucie większej pewności siebie.Nie chodzi tylko o zapanowanie nad wybuchem werbalnym.Chodzi mi o wewnętrzny spokój,który wypływa ze świadomości,że potrafimy być PONAD TO.Zresztą Einstein kiedyś powiedział bardzo ciekawe zdanie:
"Są dwie rzeczy nieskończone.Jedna to wszechświat a druga to ludzka głupota.Jednak co do tej drugiej to nie jestem pewien..."
Gdy nauczymy się panować nad emocjami to panujemy nad sobą,a co za tym idzie potrafimy panować nad życiem.Wiem,że to jest trudne.Często cali w środku aż się gotujemy,bo ktoś coś powiedział czy zrobił.Wiem,że każda sytuacja jest inna i w każdej trzeba podejmować tą wewnętrzną walkę na nowo ale każdą taką sytuację z pozoru negatywną możemy przekształcić w pozytywną.Możemy spowodować,że stanie się ona nawet INSPIRACJĄ.Każda taka szpilka wbita w nasz tyłek wychodzi nam na zdrowie,bo powoduje wzrost adrenaliny i chęć podjęcia działań żeby się od takich sytuacji (i ludzi) uwolnić raz na zawsze.Taką motywację można zastosować na każdym polu naszej aktywności.
Jedno jest pewne.Świadomość własnych reakcji,swojego profilu osobowości,znajomość typów osobowości innych ludzi i wiedza czego można oczekiwać od flegmatyka,sangwinika,melancholika czy choleryka daje poczucie kontroli nad sytuacją w jakiej się znajdujemy bez względu na to,czy jest ona pozytywna czy negatywna,bo przecież:
"Nie ważne co cię spotyka.Ważne jest to jak reagujesz na to co cię spotyka."
Nie sytuacja ale Twoja reakcja się liczy.

0 komentarze: